Wypalenie, rzeczywistość czy banał?
Pojęcie wypalenia stało się już swego rodzaju banałem, używanym jako słowo wytrych i wytłumaczenie braku motywacji, nie do końca traktujemy je poważnie. Podobnie podchodzą do tego firmy, choć ofiarą wypalenia najczęściej padają najbardziej ambitni i zaangażowani pracownicy.
Z drugiej strony wcale nie lubimy się do niego przyznawać, bo to mogłoby oznaczać, że coś jest z nami nie w porządku, że sobie nie radzimy. Albo, że nie cenimy tego co mamy, bo jeśli mamy dobrze płatną pracę na wysokim stanowisku, to przecież zwyczajnie marudzimy. To nic, że wywołują w nas rozrzewnienie historie o ludziach, którzy porzucili pracę w korporacji i prowadzą pensjonat w górach. Wydaje nam się to kompletnie nierealne i brzmi jak szaleństwo, a my przecież jesteśmy rozsądni.
Wszyscy doświadczamy w naszym życiu okresów wypalenia, zdarza się to wtedy, gdy dłuższy czas jesteśmy w stanie stresu i długotrwałego napięcia. Również wtedy, gdy mamy do czynienia z dużą nieprzewidywalnością otoczenia i ciągłym napływem informacji, przed którym nie umiemy się bronić. Jest to cecha charakterystyczna naszych czasów, niestety nasze organizmy nie przystosowują się tak szybko jak zmienia się świat i rozwija technologia.
Gdy wracamy zmęczeni i spięci po pracy, mamy ochotę położyć się, nic nie robić, bezmyślnie pogapić się w telewizję albo wypić drinka. Niestety nie powoduje to rozładowania napięcia nagromadzonego w mięśniach, dużo lepsze rezultaty daje spacer lub pół godziny jakiegokolwiek ruchu. Nagle wtedy czujemy się jak nowo narodzeni, a energia i dobre samopoczucie wracają.
Sport nie jest jednak rozwiązaniem na wszystko, pomimo tego, że jest niezbędny i znacznie poprawia naszą kondycję, w pewnym sensie pozostaje lekarstwem na syndrom, a nie środkiem zapobiegawczym. Choroby, do których stres znacznie się przyczynia to zawały serca, choroby żołądka, skóry, tarczycy, kręgosłupa i nowotwory. Stres po prostu obniża naszą ogólną odporność i wprowadza system immunologiczny w stan chaosu.
Dobrze jest uświadomić sobie co powoduje nasze napięcie – może nastawienie do wykonywanych czynności, albo do naszego otoczenia, może bycie na opak z naszymi wartościami, albo brak kontaktu ze sobą i naszymi najgłębszymi potrzebami? Może zapomnieliśmy gdzie właściwie zdążamy i po co, przestaliśmy zwracać uwagę na marzenia i potrzeby, czyli nie mamy opracowanej naszej wizji życia i strategii działania.
W miejscu pracy często czujemy się bezsilni i brak nam poczucia własnej wartości i wiary w to, że możemy coś zmienić.
Jeśli mamy rodzinę, to czasami zamiast być źródłem radości i wsparcia, staje się ona dodatkowym obciążeniem (jesteśmy wciąż na posterunku, gotowi spełniać zmieniające się wymagania domowników, stawiać czoła nieprzywidywalnym rodzinnym sytuacjom – choroby, skaleczenia, awarie). Jeśli mamy pracę, w której klienci, bądź przełożeni i wpółpracownicy okazują jedynie objawy niezadowolenia, zapominając o pochwałach i wdzięczności, to wchodzimy na równię pochyłą. Nawet dzieci mogą doświadczyć wypalenia, jeśli spotykają się z wymaganiami zmęczonych rodziców (daj mi spokój, czy musisz biegać, proszę Cię choć przez chwilę nic nie mów) i ich brakiem konsekwencji.
Sygnałem wypalenia jest rosnące zniechęcenie i opór przed wykonaniem najprostszych nawet zadań. Banalne czynności kosztują nas coraz więcej energii i coraz trudniej nam się zmobilizować.
Mało rzeczy jest w stanie wywołać naszą radość i uśmiech na twarzy.
Jeżeli postrzegamy rzeczywistość jako splot niefortunnych zdarzeń poza naszą kontrolą, czy też ogólnie nie mamy poczucia wpływu na nasze życie, najprawdopodobniej wcześniej czy później doświadczymy wypalenia.
Z drugiej strony całkowity brak wyzwań, rutyna i przewidywalność zdarzeń też może prowadzić do wypalenia poprzez spadek naszej odporności psychicznej, pozbawionej bodźców i radości z pokonywania wyzwań.
Wypalenie nie jest jedynie jakimś bliżej nieokreślonym psychicznym stanem, można je zobaczyć i zdiagnozować za pomocą EEG Biofeedback, który pokazuje nasze fale mózgowe i sposób ich funkcjonowania.
Wypalenie zawodowe daje bardzo konkretny zestaw objawów, jednym z nich jest to, że w momencie, gdy mamy wykonać jakieś zadanie, cały organizm otrzymuje sygnał o nadmiernej mobilizacji, który na język biologii można przetłumaczyć jako: walcz, uciekaj lub znieruchomiej. Jednym słowem nasz mózg wysyła niewłaściwie sygnały i źle interpretuje polecenia, na większość reagując stresem. Nie zawsze oznacza to widoczne gołym okiem zdenerwowanie, czasami jest to poczucie kompletnej niemocy i niezdolności do działania.
FAZY WYPALENIA
Najczęściej nie zauważamy pierwszych sygnałów wypalenia, zwłaszcza jeśli mamy zwyczaj uprawiać sport i prowadzimy zdrowy tryb życia.
Tymczasem wypalenie i jego objawy dotyczą nie tylko sfery zawodowej i naszego zdrowia. Symptomy fizyczne pojawiają się najszybciej w postaci zmęczenia, drobnych dolegliwości, bólu głowy, pleców, żołądka, problemów z oczami i układem oddechowym oraz skórą i włosami.
W rezultacie zamiast o siebie zadbać, zaczynamy sobie pobłażać (niech coś mam z tego życia, taki miałem trudny dzień – zasłużyłem na drinka i coś słodkiego, przecież mogę sobie poleżeć….), albo rywalizację z pola zawodowego przenosimy na sport – ciekawe czy dzisiaj przebiegnę szybciej wczorajszy dystans.
Nasze ciało zaczyna nam przeszkadzać – chcemy czuć się dobrze, a tu wciąż coś nas męczy, nie jest tak jak chcemy, nasze ciało, choć jest nasze, wcale nas nie słucha.
Powoli inni zaczynają nas drażnić, wydaje nam się, że mają nadmierne wymagania, coraz łatwiej wytrącić nas z równowagi. Zaczynamy się izolować. Drażnią nas nawet telefony od przyjaciół. Nawarstwiają się problemy w relacjach z innymi.
Coraz trudniej nam się skoncentrować.
Liczymy na to, że coś się zmieni, przecież musi się zmienić… jednocześnie nie podejmujemy żadnych działań. Czekamy na cud.
Powoli zaczynamy uważać, że to wszystko nie ma sensu, zaczynamy wątpić w swoje wartości i marzenia bo „jakie to wszystko ma znaczenie?”.
Męczy nas nawet aktywność intelektualna, przeczytanie książki wydaje się nie lada wyzwaniem, a co dopiero jeśli szef wymaga strategii na nowy produkt. Przecież w nas jest pustka…
Coraz bardziej wciągają nas bierne czynności – surfowanie po internecie, poszukiwanie okazji na Allegro, oglądanie telewizji.
Przestajemy być „obecni” w życiu (a kiedykolwiek byliśmy?).
Zaczyna się nam wydawać, że wszystko co robimy dla innych odbywa się naszym kosztem, nasz poziom energii jest tak niski, że rzeczywiście nie możemy się już dzielić bo nie mamy czym. W tym momencie często sięgamy po alkohol albo/i antydepresanty. Nasze poczucie bycia ofiarą ludzi i/lub okoliczności utrwala się.
Ignorujemy nawet poważne problemy naszych bliskich…
Oczywiście nie wszyscy dochodzą aż tak daleko, część z nas reaguje wcześniej. Najczęściej jednak jesteśmy tak zapędzeni w różne powinności, zadania i obowiązki i zobowiązania, że budzimy się naprawdę późno. Czasami za późno.
W rezultacie zmieniamy pracę (to pomaga, pod warunkiem, że nie wpadniemy w stary schemat), związek (jak wyżej), miejsce zamieszkania (jw.) bo to my kreujemy naszą rzeczywistość.
Podobno nieduży odsetek sięga po antydepresanty (tylko czemu to akurat my, albo nasi znajomi??), większość akceptuje ten wyczerpujący stan jako rzecz normalną, a już na pewno stabilną. Nasz związek może nie jest najlepszy, ale stabilny, nasza praca nie jest już od dawna wyzwaniem i nienawidzimy szefa, ale mamy służbowy samochód i stały wpływ na konto.
Uczymy się z wypaleniem żyć, trochę jak z nieuleczalną chorobą. Czasami jakieś zewnętrzne zdarzenie wybija nas z szarości egzystencji – zakochujemy się, dostajemy awans, kupujemy dom, przez chwilę czujemy, że żyjemy….
Czasami informacje o klęskach żywiołowych i wypadkach powodują w nas ożywienie.. no cóż my przynajmniej jesteśmy bezpieczni.
Rzadko zdajemy sobie sprawę, że to nasza wewnętrzna rzeczywistość musi najpierw ulec zmianie, nasza postawa, bo to my nadajemy znaczenia słowom, ludziom, zdarzeniom. Nie zawsze mamy wpływ na zdarzenia, ale to my wybieramy naszą wobec nich postawę. Jeśli bierzemy całkowitą odpowiedzialność za nasze życie odzyskujemy wewnętrzne poczucie wpływu i siły.
Wypalenie, w przeciwieństwie do części skutków zdrowotnych, jest na szczęście odwracalne.
Kiedy lepiej poznasz siebie, będziesz ze sobą w kontakcie, poznasz swoje potrzeby i wartości, nauczysz się żyć zgodnie z nimi, a jeszcze do tego będziesz miał poczucie wpływu na swoje życie i świadomość kierunku, w którym zdążasz, łatwiej mu będzie przeciwdziałać. Mając większą samoświadomość wcześniej i łatwiej dostrzeżesz symptomy napięcia, które jest po prostu sygnałem, że coś jest nie tak.
Droga samoświadomości i rozwoju nie jest drogą na skróty, ale chyba warto z naszym cudownym, jedynym, unikalnym życiem zrobić coś dobrego?



